Udało się po raz drugi!!!



   Ciekawe. Zastanawiam się, czy ktoś zgadnie, gdzie teraz jestem. Otóż właśnie siedzę w mesie s/y Alefant. Stoimy na kotwicy, w jakiejś zatoce na Szetlandach. Przywiał nas tu z Orkadów, 8 B w plecy. Ale o tym rejsie napiszę osobno.


Pierwszy obóz i pierwszy biwak w zatoce Zimny Kąt (jez. Kisajno). Jak widać jest chłodno, w kokpicie na W Dal stoją Mateusz i Ania. Uczymy się klarować żagle. Po prawej W Dal, po lewej Strzyboga, a w głębi Żyszkola i Żyszkoś. Zimny Kąt, Kisajno. Pół załogi jachtu W Dal: Ania, Mateusz i Lidka. I prawie cała załoga W DAL (mnie brakuje, ale ktoś musiał robić zdjęcie, prawda?). Od lewej: Agnieszka, Michał, Lidka (z rumplem w garści), Mateusz i Ania. Żyszkoś w fordewindzie na Kisajnie.

   Drugi sezon Szkoły Żeglowania "W DAL" już za nami. I myślę, że z czystym sumieniem mogę napisać, że był udany. Nawet bardzo. Pływaliśmy w 4 WŁASNE jachty. Jednakowe, biało - niebieskie Morsy RT o nazwach "W Dal", "Strzyboga", "Żyszkola" i "Żyszkoś". Spisały się świetnie, choć nie obeszło się bez kilku drobnych awarii.


Żyszkola wciąga Żyszkosia i Strzybogę do Sztynortu. Z założenia pływaliśmy na dwóch silnikach - ten ze Strzybogi i Żyszkosia traktowaliśmy jako rezerwę na wszelki wypadek. Hole już oddane, samo podejście do kei każdy wykonuje samodzielnie, tym razem na pagajach. Stoimy w Sztynorcie. Z boku głównej częsci portu, dzięki temu udaje się czasem mieć keję tylko dla siebie :-) Załoga W DAL, manewrówka na jez. Sztynorckim. A łabędzie to wożą swoje dzieci na plecach :-))) My wolimy jednak na żaglówkach ;-)

   Skąd się wzięły? Jesienią zeszłego roku poszliśmy na całość i kupiliśmy 4 łódki. Na zasadzie "raz się żyje" (a potem straszy ;-)). Wiosną, na każdym jachcie, przerobiliśmy system podnoszenia miecza (miecze i tak chodzą ciężko, ale mam już kolejny pomysł, jak to poprawić). W połowie czerwca łódki zeszły na wodę, bo przecież 26.06 miał się rozpocząć pierwszy obóz.


Jeszcze raz małe łabędzie na plecach któregoś z rodziców. Kisajno (a może już Dargiń) i sporo wiatru. I baksztag. Czyli to, co króliki lubia najbardziej :-) Męska część załogi jachtu W DAL - Michał, Adam (sternik) i Mateusz. Przeczka między Kirsajtami a Mamrami. Bardzo często silny wiatr tam kręci, momentami zdycha i trzeba się zdrowo nakombinować, żeby pokonać tę cieśninę. Karolina, Ola i Michał, czyli 3/4 kadry ...

   Oczywiście nie obyło się bez gorączki przygotowawczej, zwłaszcza w maju i czerwcu doba była za krótka. Indywidualne spotkania z rodzicami (w miarę możliwości ze wszystkimi). W końcu rodzice są spokojniejsi, kiedy poznają człowieka, który będzie się opiekował ich dzieckiem, prawda? Zaopatrzenie. Kambuz. Żagle. Telefony. Maile. Aktualizowanie strony WWW...


i pozostała 1/4, czyli Adam. Lidka z rozwianym włosem :-))) Wnętrze na W Dal. W śpiworze, na prawej mesowej koi (bosmańskiej) leży Mateusz, a na dziobowej zamieszkały Agnieszka i Lidka. I Michał na lewej mesowej. Na W Dal oczywiście. Ania. A w głębi widać port WDW nad Święcajtami.

   Internet działa. Rodzice dzwonili z całej Polski, na obozach były dzieci z Wałbrzycha, Przemyśla, Krakowa, Białegostoku, Suwałk, Sopotu, Poznania, silna grupa z Leszna, a nawet z Hamburga, Wiednia, i Nashville w USA. I tu widać, dlaczego nie organizujemy dojazdu dzieci. Jak ułożyć trasę autobusu tak, żeby zabrał wszystkich i nie jeździł przez 3 dni po kraju?


I jeszcze raz Ania, tym razem usmiechnięta :-) Żyszkoś na manewrówce na Święcajtach. I jeszcze raz Żyszkoś i jego załoga, jak zawsze od lewej: Zocha (odwrócona plecami), Michał, Piotrek (siedzi tyłem w zejściówce), Michał (sternik) i Karol. Strzyboga i jej załoga: Patryk, Karolina (sternik), Basia, Diana, Bartek i Marek. Dziób W Dal widziany ze Strzybogi :-)

   Szaleństwo przygotowawcze trwało do 25 czerwca. Tego dnia rano wyjechaliśmy ze Strzybogi autem zapakowanym do granic możliwości. I STRES - czy wszystko się uda?


I jeszcze raz W Dal i załoga: Ania, Adam, Agnieszka, Lidka, Mateusz, Michał. Chyba zrobiliśmy małą sesję zdjęciową załogi Strzybogi i W Dal :-) Karolina robi zdjęcie, Diana, zasłonięty Marek, Bartek, Basia i Patry, a na W Dali Agnieszka macha rekami :-) Patryk. Płyniemy kanałem do Węgorzewa, wszyscy w firmowych koszulkach. I jeszcze jedno zdjęcie serii: płyniemy do Węgorzewa.

   26 czerwca 2004 roku, godzina 12:00. Godzina ZERO po raz drugi. Przyjeżdża dziewiętnaścioro dzieci, kadra też stawia się w komplecie. Ola, Adam (czyli ja), Karolina (którą w połowie obozu zmieni Agata), Michał. Zbiórka w Wilkasach, w porcie Marina Bełbot Yacht Charter. Dojeżdżają spóźnialscy. Wreszcie ruszamy. Najgorszy moment za nami, każde rozpoczęcie obozu jest ciężkie, ale po odejściu mija stres i potem już jest OK.


Ciągle do Węgorzewa, a wygłupia się załoga Strzybogi :-))) Generalnie nie pływamy i nie opalamy się leżąc na fordeku. Dziewczynom udało się wybłagać minutę na dziobie :-) Całkiem sporo wiatru i Mateusz za sterem. Lidka, Agnieszka i Mateusz, a w tle Żyszkola z zarefowanym grotem i sztormowym fokiem. Załoga W Dal w baksztagu.

   Z pierwszym obozem na pierwszy biwak popłynęliśmy na Zimny Kąt - uroczą zatokę na jeziorze Kisajno. Tam robimy ognisko, jakąś zabawę integracyjną, w końcu wypadałoby się nauczyć jak kto ma na imię. Zwłaszcza kadra powinna wszystkich szybko poznać.


A to jest jedno z moich ulubionych zdjęć z tego sezonu. Płyniemy przez Kisajno. Ognisko na Zimnym Kącie (ale na innym biwaku). Karolina dokłada do ogniska, a ze śpienikiem siedzą Patryk i Marek. Agnieszka i Lidka, a między nimi dziewczynka ze Skippera, jachtu z którym spotykaliśmy się kilkakrotnie. Przechodzimy wąziutkim przejściem między wyspami Czapla i Kiermuza Wielka na Kisajnie. To samo miejsce co poprzednio, tyle, że kawałek dalej. Tu ładnie widac jak tam jest wąsko.

   Ten turnus był rewelacyjny. Świetna ekipa, która bardzo szybko się zgrała. Dawno nie miałem tak szalonej załogi. Niestety pogoda nas nie rozpieszczała - w sumie mieliśmy tylko dwa dni bez deszczu. Okazało się, że sztormiaki bardzo się przydają, zwłaszcza te, które w komplecie mają też spodnie. Najpierw popłynęliśmy na północ. Sztynort, Węgorzewo, WDW nad Święcajtami. Stamtąd ucieczka na południe, przez Giżycko do Kozina. Tu, niestety, staliśmy przez trzy dni pod rząd. Dwa dni były jak najbardziej zaplanowane, robiliśmy manewrówkę. Trzeciego dnia rano pomanewrowaliśmy, wiatr stężał i w czasie refowania rozerwał się grot na Żyszkosiu. Szybki powrót do Kozina skąd w miarę łatwo można dojechać do Giżycka. Dzieci miały zajęcia teoretyczne, a ja - żagiel pod pachę i do miasta (i tu DUŻE DZIĘKUJĘ tym miłym ludziom, którzy wieźli mnie w obie strony). Na szczęście żagiel udało się naprawić od ręki. Z Kozina popłynęliśmy na Tałty - biwak na Kokoszce, potem Skanał. I ciągle manewrówki na zmianę z kartkówkami, bo przecież zbliżał się egzamin. Dzień przed egzaminem wypłynęliśmy ze Skanału do Starych Sadów. Kto spojrzy na mapę ten stwierdzi, że to bardzo blisko, a my płynęliśmy dość długo... Przyczyna - wiatr, który nie dość, że wiał w dziób, to jeszcze bardzo szybko tężał. Ze Skanału wychodziliśmy przy "czwórce", do Sadów wchodziliśmy przy dopychającej, dobrej "szóstce". W końcu wiatr stężał do około 10 B. Z manewrówki nici. Szkoda. Przy tym wietrze dzieci dostały zakaz chodzenia po kei - keja w Sadach to keja pływająca, a huśtało mocno.

   Egzamin. Niestety, nie wszyscy zdali. Nie my egzaminowaliśmy nasze dzieci. Komisja, która z nimi pływała była sprawiedliwa do bólu. Tak naprawdę, to my wiemy, kto ma jakie szanse na zdanie egzaminu. Egzamin jest dla chętnych, nie jest obowiązkiem. Kto nie chce (bo uważa, że zbyt mało potrafi lub po prostu uważa, że przyjechał na wakacje) nie zdaje. Szanujemy wszystkie decyzje.


Los zmusił nas do użycia pagaja... Port Łabędzi Ostrów w Pięknej Górze koło Giżycka. Wachta Służbowa z Żyszkosia: Michał (sternik), Piotrek i Karol (Chochlik) z chochlą. Na śniadanie pewnie wydadzą kakao (a gar potem zostanie na kei i do następnego portu przywiezie go nam załoga Smoczka i Ośmiorniczki. Dzięki!) Każda pała puszcza fała! - Lidka i jej ulubiony fał grota leżący na pokładzie. NA PEWNO nie powinno go tam być :-) Mati :-) Wykład z ratownictwa. Siedzą: Piotrek, Patryk, Michał, Michał, Nela, nad nimi: Mateusz, Sqrcia, Agata (sternik), Maciek, Karol, jeszcze wyżej Lidka i Agnieszka. Z prawej strony od dołu: Diana, Zocha, kawałeczek Ani, Bartek i Basia.

   A ostatniego dnia - wielkie porządki i wyjazd. Wspomnienia, wymiany adresów, maili, rozdawanie dyplomów... I...

   A może Wy pamiętacie coś fajnego z obozu? Napiszcie do mnie maila. :-)


Wykład z ratownictwa: siedzą po lewej: Michał i Nela, nad nimi: Maciek, Karol i Bartek; pod folią NRC: Diana, Zocha, Ania i Piotrek a po prawej Ania i Michał. po prawej Pan Wykładowca, czyli Chudy, a po lewej Ola, Pani KWŻ, która minę ma taką, jakby ktoś wśród słuchaczy właśnie rozrabiał. I jeszcze raz czwórka pod folia NRC - Diana, Zocha, Ania i Piotrek. Widać, że słuchali wykładu, bo przykryli się srebrnym do środka, tak, żeby było im ciepło. A dzieje się to w Kozinie. Ratownictwo, zajęcia praktyczne. JAK TO BYŁO??? Pozycja boczna ustalona? Jak on to robił??? :-))))) Mateusz kończy klarowanie pokładu.

   W międzyczasie zrobił się następny dzień. Stoimy w Scalloway na Szetlandach, niedużym miasteczku z portem. O 18:00 mamy oddać cumy i ruszyć w drogę do Świnoujścia.

   Drugi obóz zaczynamy w Starych Sadach. Drobna zmiana w kadrze - Michała zastępuje Mateusz. Agata pływa już z nami drugi obóz. Prawie wszystkie dzieci stawiły się na 12:00. Prawie, bo ostatni spóźnialscy o 12:00 byli jeszcze w Olsztynie i do Starych Sadów mieli około 100km. Pojawili się grubo po 13... Robimy zbiórkę i podział załóg. Na samym wstępie robi się mały zgrzyt, bo silna grupa z Leszna (5 osób) chce koniecznie pływać na jednym jachcie. Nie jesteśmy zwolennikami takich podziałów. Grupa wcześniej zaprzyjaźnionych osób, na jednym jachcie, natychmiast robi w obozie podgrupę. Robi się obóz w obozie, a my chcemy, żeby cały obóz był zgrany. I chyba dobrze wyszło, prawda Lesznianki???


Manewrówka z wymieszanymi załogami. Piotrek, Mateusz, Ania i Karol. Jeszcze raz ten sam skład, tylko miny nieco inne :-) Lidka jako szotmen. (bez sko... a, nie ważne) Zbiorówka na dzień przed końcem obozu: na dole: czajnik (ten srebrny, Michał (sternik), Ania, Agnieszka, Adam (czyli ja ;-), Ola (KWŻ), Lidka, Agata (sternik, zastąpiła Karolinę). Stoją: Mateusz, Karol, Basia, Diana, Patryk (w granatowej bluzie, przychylony), Piotrek, Marek, Ania, Zocha, Nela, Bartek, Michał, Michał, Maciek, Michał, Piotrek. Śniadanie w dzień egzaminu. Kanapki kanapkami, picie piciem, ale w notatki popatrzeć trzeba. Odpytac się nawzajem też. Ania i Karol.

   Na początku płyniemy na Skanał. Tam rozpalamy ognisko, poznajemy się. Jak zawsze na początku obozu. Michał rąbie mnóstwo drewna, zły, że Leszno pływa na dwóch żaglówkach. Siedzimy dość długo, gitara poszła w ruch, następnego dnia śniadanie i na wodę. Płyniemy do Mikołajek i do Popielna. W Mikołajkach dzieci zaczynają wydawać kieszonkowe, w końcu to duża "metropolia" na Mazurskim szlaku. Później Popielno. Tam wydajemy obiado - kolację. Wyjątkowo, bo jasne jest, że dzieci w Mikołajkach zjadły mnóstwo batoników, gofrów i obiad o normalnej porze nie miałby powodzenia.


Zestresowana Lidka. Czy było aż tak strasznie? :-))) Dzieci zestresowane, ale kadra też. Czy wszystkim się uda? A jak będą pływać? A czy nasze kartkówki cos dały? A czy będą mysleć na egzaminie? A czy głupstwa nie zrobią? A teorię napiszą? A.... Zaczęło się. Co prawda wczoraj były węzełki, ale teoria i praktyka bardziej stresują. Niezadowolona Lidka myśli nad prawidłową odpowiedzią, Ania leży i pisze, a znudzony sternik stoi nad nimi i piluje... Klarowanie, ostatni dzień obozu i chwila przerwy i ostatnie zdjęcia... Nie będę tym razem wyliczał kto gdzie stoi. Drugi dzień drugiego obozu. I od razu zajęcia z pierwszej pomocy, prowadzi oczywiście Chudy. Tym razem nie lało, każdy miał miejsce na ćwiczenie pozycji bocznej ustalonej. Popielno.

   Rano wycieczka "na małpy" czyli do Stacji Doświadczalnej PAN. Hoduje się tam tarpany (ale nie te prawdziwe - ta rasa koni została odtworzona, prawdziwe wyginęły), daniele, jelenie, bobry. Do zeszłego roku można było tam zobaczyć żubronia - ciekawą krzyżówkę żubra, krowy i bizona (tak, tak, o ile pamiętam, to najpierw skrzyżowano żubra z krową, a dopiero potem to coś z bizonem) Niestety padł w styczniu tego roku. Z dziećmi poszedł Mateusz - przyjęliśmy taką zasadę, że na takie wycieczki zawsze idzie sternik najmłodszy stażem w naszej firmie. My (Ola i ja) byliśmy tam wielokrotnie.

   Przerwa w pisaniu. Zaraz wychodzimy ze Scalloway. Port, do którego chcielibyśmy dopłynąć to Helsingborg w Szwecji. Całe Morze Północne, Skagerrak, Kattegat. Trochę ponad 400 mil (razy 1,852 = ponad 700km). Prognozy - 5 do 6 B z południowego zachodu.


Ciągle ćwiczymy. Każdy musi umieć. Ćwiczeń ciąg dalszy. Tu, jako ratownicy, występują (jak zawsze od lewej): Jurek, Marynia, Marysia, Marta, Jadźka, Marta. Kasia i Mateusz. Żyszkoś w drodze przez Śniardwy. Wchodzimy na Kaczerajno. W lewym rogu głowa Marty, załogantki jachtu W Dal, a przed nami ;-( rufy Żyszkoli i ???

   Z Popielna popłynęliśmy przez Śniardwy na Kaczerajno. Tam dwa razy stanęliśmy na dzikich biwakach, takich z ogniskami i śpiewaniem. Odwiedziliśmy śluzę Karwik - dzieci miały od razu wykład z locji i zasady zachowania się w śluzie. Akurat śluzował się jakiś jacht, którego załoga dała popis robiąc wszystko to, czego nie powinni robić.

   Z Kaczerajna - Wierzba, dalej kanały, Kozin, Giżycko. W Giżycku zmiana w kadrze - wyjeżdża Mateusz, przyjeżdża Mariusz. Niestety bywa tez tak, że nie wszyscy sternicy spełniają nasze oczekiwania, nie ze wszystkimi współpracuje się dobrze, nie ufamy im. A na obozie żeglowanie musi być przede wszystkim bezpieczne, a Mateusz po prostu nie pływał bezpiecznie. Ale skończmy już z tym.


Trzy jachty mają manewrówkę, a W Dal płynie do Karwiku na zakupy. Marta i Michał za sterem na W Dal. Załoga W Dal (w tym składzie tylko tego dnia): Manuela, Marta, plecy Pawła i Michał. Płyniemy pełnym wiatrem... a fokowi czasami trzeba pomóc :-) Strzyboga na holu za Żyszkolą. W Dal ciągnie Żyszkosia. Za sterem siedzi Paweł.

   Dalej na północ. Węgorzewo, WDW nad Święcajtami i na koniec do Wilkasów, do Mariny Bełbot Yacht Charter. Tu kończymy ten obóz i zaczynamy następny. Tutaj też mamy egzamin. Teoria idzie pięknie, z praktyką jest trochę gorzej. Nie wszyscy zdają, nie pomógł też wiatr, którego było mało i trochę kręcił więc zweryfikował umiejętności zdających. Kilka osób zaskoczyło nas bardzo pozytywnie, kilka mniej. Jak to na egzaminach - różnie bywa. A wieczorem wszyscy dostają dyplomy, robimy małe zakończenie. 27 lipca wielkie klarowanie łódek i...


     Szczotka, ludwik, wiadro, zimna woda
     Tak się zaczyna z mesą przygoda
     Myję zęzy bo wiem dobrze o tym,
     Kto ich nie myje ten ma kłopoty

     Bo to bardzo ważna rzecz
     Żeby czystą łódkę mieć!!! (Zuzia :-)))



Dwie rufy i dwa dzioby :-) Na W Dali widać Tomka i Manuelę, na Żyszkoli stoi Sucha. Ciekawe dlaczego, stac przeciez nie wolno! Tomek zapatrzony W DAL. Mikołajowi udało się zakuć Pawła w dyby. Paweł się nie mógł wydostać, Mikołaj trzymał zawleczkę, a my tarzaliśmy się ze śmiechu widząc zasięg nóg Pawła, który koniecznie chciał dosięgnąć Mikołaja... Wychodzimy z Kozina, płyniemy do kanału Kula. już jesteśmy gotowi do przepłynięcia pod mostem. Żyszkoś, w holu, jako przedłużenie masztu.

   Zaczynają przyjeżdżać rodzice. Część z nich chce zabierać dzieci od razu, z samego rana. Nie, nie, obóz się kończy z chwilą oddania czystej, sklarowanej łódki. Klarowanie obowiązuje wszystkich. Nie może być tak, że część załogi wyjedzie wcześniej, a pozostałe osoby muszą zrobić całą robotę za tamtych. Klarowanie zwykle trwa około półtorej godziny. Rekordziści oddają jachty o 10:30, ale są też tacy, którzy grzebią się z tym do 14:00 a nawet dłużej.


Paweł. Manuela. Strzyboga, a na niej: Agata (sternik), Piotrek vel Jadźka za sterem, Mateusz na stojąco (!!!), Kasia w żółtej koszulce, Krzysio i Paweł. Mikołaj (wewnątrz) i buty (na zewnątrz) :-) Paweł, Tomek, Manuela, Marta, a w tle Żyszkoś.

   Łódki czyste, obóz skończony. Rodzice już przeważnie czekają na kei. Jeszcze tylko cześć i wyjazd. Szkoda tylko, że nie wszyscy przychodzą powiedzieć do widzenia. Ciekawe, czy aż tak nas nie lubią?


COS, upał i Agata z Kasią na Strzybodze. Zuzia na Żyszkosiu, zapewne czyta Żeglarza i sternika jachtowego ;-) Jeszcze raz Zuzia, a z hundki wygląda Miłosz :-) Marysia, Kasia i Michał. I wystające z forluku stopy, należące do nie-wiadomo-kogo. Totalna cisza na Kisajnie, płyniemy do Sztynortu.

   Zazwyczaj po każdym obozie zostaje trochę rzeczy bez właściciela. Po tym sezonie mamy dwie torby butów i jakiś model do sklejania. Po część rzeczy właściciele już się zgłosili i wysłałem je pocztą. Reszta zostanie sfotografowana i trafi do Internetu. Na naszą stronę. Nie, nie do allegro ;-)


Upał niemiłosierny, wszyscy mają dość. Aby do cienia. Ognisko na biwaku nad Mamrami, niedaleko bunkrów. Mariusz (któy zastąpił Mateusza), Ola z gitarą, Agata z kijem i Michał z Kasią. :-))) Ognisko i spiewanie. A śpiewają: Marta, Manuela, Mateusz, Kasia, Marynia. I tu mieliśmy wspólne ognisko :-) Grająca i śpiewająca załoga z jachtu obok. Cały czas to samo ognisko: Marynia, Marta, Miłosz, Zuzia, Piotrek, Daria

   I trzeci obóz. Zaczynamy w Wilkasach, kończymy w porcie "Pod Dębem" w Rucianem-Nidzie. Tradycyjnie - na początku dziki biwak z ogniskiem. Płyniemy na Tajty. Potem na północ - Sztynort, Przystań, WDW nad Święcajtami. Mieliśmy popłynąć do Węgorzowa, ale jednego dnia pogoda była tak fatalna, że zostaliśmy dzień dłużej w WDW. Część z nas poszła na wycieczkę do Węgorzewa na piechotę. W WDW zrobiliśmy dwa wykłady. Chcieliśmy wykorzystać stojący tam piękny namiot, idealny do robienia wykładów. Niestety akurat tego dnia przyjechali żołnierze i go rozebrali. Zrobiliśmy tam jeszcze sprawdzian pływacki i zajęcia praktyczne z ratownictwa. Niestety - okazało się, że NIE WSZYSCY potrafią pływać. Mimo, że w zgłoszeniu rodzic wyraźnie napisał (i podpisał), że ów delikwent pływa bardzo dobrze... Proszę Państwa! My musimy wiedzieć o takich rzeczach. Dziecko, które nie umie pływać, będzie wychodzić na wodę w kamizelce ratunkowej. I Państwo i my będziemy spokojniejsi, że jak wypadnie za burtę to nic mu się nie stanie. A jeśli będzie okazja to się nauczy i od nas i od innych dzieci.


I jeszcze raz: Marta, Miłosz, Zuzia, Piotrek, Daria i Tomek. Marta, Manuela, Mateusz, Kasia, Marynia i ciągle to samo ognisko nad Mamrami. Mikołaj. WDW nad Święcajtami, robi się śniadanie. Wachta służbowa to załoga Żyszkosia, uwijają się nad kanapkami. A z tyłu wygłodniała kadra - Ola i Agata. Mariusz rządzi, a Marta robi kanapki.

   Z północy uciekliśmy na południe przez Kisajno, Giżycko, Niegocin, Boczne, kanał Kula. Na Małym Jagodnym spotkaliśmy się z obozem Szkoły Żeglowania ORLAND Andrzeja Orłowa, więc zrobiliśmy wspólne ognisko. Stamtąd - kanały, Tałty, Mikołajki. W Mikołajkach dopadła nas burza, ale na szczęście stoimy w porcie. Właściwie to mieliśmy płynąć, ale zobaczyliśmy wielką, czarną chmurę i... e, poczekajmy, zobaczymy co się z tego wykluje. I wykluło się. Dzieci dowiedziały się, że żeglując trzeba też ciągle patrzeć w niebo.


Wyszliśmy z Kirsajt na Kisajno. Stawiamy maszty. Mikołąj za sterem na W Dal. Prawie takie samo zdjęcie, maszt na Żyszkosiu już stoi. Oj, chyba jakieś kłopoty. Może coś się zaplątało? Jeszcze raz maszt na dół i zaraz będzie super. Strzyboga za rufą W Dal na Kisajnie. Manuela pomaga pracowac fokowi.

   Z Mikołajek - Wierzba, potem skok pod śluzę. Tam nocujemy na biwaku i raniutko chcemy się prześluzować. Z planów oczywiście nici. Na śluzowanie czekamy półtorej godziny. Śluza Guzianka, jak powiedział mi kiedyś pan Inspektor, to śluza o największym natężeniu ruchu w Europie. Tłok tam to standard, a w takim kotle niestety giną wszelkie zasady etyki. Smutno patrzeć. Dlatego zawsze staramy się śluzować o "dziwnych" porach. Dlatego też z drugim obozem popłynęliśmy na śluzę Karwik (gdzie ruch jest dużo, dużo mniejszy). Z Guzianki popłynęliśmy od razu do portu "Pod Dębem", przy którym do końca obozu kręcimy manewrówki. Część dzieci rezygnuje z podchodzenia do egzaminu. Zawsze byłem pełen podziwu dla takich decyzji. Znaczy to tylko tyle, że dzieci są rozsądne i jeśli nie czują się na siłach to nie podchodzą zdają. I już. Łukasz powiedział tak: "ja nie chcę teraz, zdam w przyszłym roku. Lubię to, a patent chciałbym zdać porządnie, a nie ledwo, ledwo, fartem". BRAWO!


Co by tu zrobić, żeby płynąć jeszcze szybciej? na achtersztagu można postawić sztormowego foka! I Tomek w pracy. Kasia, Zuzia i Bartek na manewrówce. Egzamin teoretyczny na II obozie. Wśród samochodów, na parkingu. Marysia. Zuzia i Miłosz dzielnie odpowiadaja na pytania...

   A my mamy największą frajdę obserwując jak dzieciaki łapią żeglarskiego bakcyla. Na początku jest, według nich oczywiście, beznadziejnie, ci ludzie z napisami KADRA na koszulkach mówią w jakimś dziwnym języku, nie wolno stać na pokładzie, nie wolno biegać po kei... A po kilku dniach widać, jak delikwent "zaskakuje", łódka zaczyna go słuchać i... Łukasz, Martyna, Lidka, Kasia, Kranczer, Gusia, Magda, Piotrek, Marek i inni - prawda, że tak było?


Ostatni wieczór, rozdajemy dyplomy i wypłata :-))) Zuzia z dyplomem. Dyplomy trzeba tez podpisać - kadra ma zajęcie. Mariusz, nasz naczelny mięśniak sterydowy też. Robi to, co umie najlepiej ;-) Piotrek.

   Część dzieci ma świetne zadatki na kadrę, tak, na Instruktorów Żeglarstwa. Nie będę tu pisał kto, część z nich pewnie się domyśla, część pewnie nie. Niech tylko przyjadą po raz drugi, trzeci, doszkolą się jeszcze, niech zdobywają kolejne stopnie. A za kilka lat Szkoła Żeglowania W DAL będzie miała swoich, wychowanych przez siebie instruktorów, pływających dobrze, bezpiecznie, znających zasady etyki i obyczaje żeglarskie.


Jadźka. Koniec obozu, załoga jachtu W Dal: sternik Adam (czyli ja), Manuela, Mikołaj, Marta, Tomek. Mariusz, Agata, Adam, Marta, Miłosz, pod nim Zuzia i Daria, która trochę zasłania Marysię, Sucha i Michał, a przed nimi Jurek w szaro - czarnej kurtce. Piotrek, Marynia, Paweł, Jadźka (w okularach), Krzysio, Mikołaj, Tomek, Manuela i... szkoda, że ten ktoś, kto robił zdjęcie obciął resztę towarzystwa:-( Strzyboga i jej załoga na tym obozie: Krzysio, Kasia, Mateusz, Agata - sternik, Jadźka, Paweł. Załoga Żyszkoli: Marynia, Jurek, Ola - sternik, górujący nad wszystkimi Piotrek, Michał i Kasia vel Sucha.

   Część dzieci przeszła niesamowita metamorfozę. Zwrot o 180 . Można powiedzieć że przeszli Szkołę Życia, niemalże Szkołę Przetrwania W DAL. Ale i tak widzieliśmy uśmiechnięte twarze na koniec. Patryk, Michał, Maciek - prawda?


Jurek. Piotrek i Ola. 3/5 mojej załogi z trzeciego obozu: Michał vel Kranczer, Paweł i Łukasz... ... i pozostałe 2/5: Daniel i Martyna. Płynęliśmy po Kisajnie przy piątce i nagle rozległ się huk i maszt wygiął się w piękny łuk :-( Pękła kolumnwanta... Błyskawiczny zwrot przez sztag i... na szczęście nic się nie stało. UFF! A na zdjęciu owa wanta w moich rękach.

   Byli też tacy, którzy pewnie do nas nie wrócą. Jednych po prostu nie kręci żeglarstwo, innym nie podobają się zasady funkcjonowania obozu, innym jeszcze coś... A może to, że u nas panuje za duży rygor, że nie ma całonocnych wypadów do miasta czy dyskoteki? A może to, że na obiad nie ma pizzy, albo, że nie ma McDonalda po drodze? Nie sposób wszystkim dogodzić, nie sposób sprawić, aby 100% uczestników było zadowolonych. Na szczęście ta ostatnia grupa jest bardzo nieliczna. Tych, którzy polubili żeglarstwo jest zdecydowanie więcej. :-)))

   Zatem - do zobaczenia w przyszłym sezonie!!!

   A na morzu Północnym (58 32'N 004 27'E) jeden sztorm przeleciał, zbliża się kolejny. Co tam! Płyniemy do domu. s/y Alefant, 16 września 2004.


powrót do głównej



Mesa na W Dal. Kranczer, Martyna i Łukasz. Paweł szykujący się do snu. Martyna za sterem. Moja trzecia załoga w komplecie: Łukasz, Kranczer, Martyna, Daniel i Paweł. A na holu za nami płynie Strzyboga ze sternikiem Marcinem, czyli Admirałem Kęsem (siedzi na prawej burcie). Paweł za sterem pokonał wąską cieśninę między wyspą Upałty a zachodnim brzegiem Mamr. A Łukasz ćwiczy klarowanie lin :-)

Martyna w drodze na platformę widokową postawioną na wielkim bunkrze w Mamerkach. Mamry i baaardzo mało wiatru. Żyszkoś i Strzyboga (w głębi). Ponownie załoga W Dal: Łukasz, Paweł, Daniel. Na Mamrach zdechło zupełnie, płyniemy na Święcajty. Ola uczy kogoś klarować foka, Łukasz prowadzi Żyszkolę. A chwilę później rozegrała się bitwa morska, o której w swojej relacji napisała Ola. Strzyboga i Admirał Kęs na dziobie :-)

I jeszcze raz Strzyboga, ale tym razem zarefowana. Wreszcie powiało. Martyna uczy się locji. Zimny Kąt i zupełnie inne miejsce niż zawsze (na samym końcu zatoki). Bardzo klimatyczny pomościk, ale warunki na biwaku takie sobie. Żyszkoś i jego załoga: Magda vel Ruda, sternik Mariusz, Agata czyli Gusia i Maciek. Po wspólnym ognisku z obozem Andrzeja Orłowa ruszyliśmy razem przez Jagodne. Przed nami Morsy Andrzeja.

Płyniemy przez Kanał Szymoński na południe. Mikołajki i 4B. A kto się przyjrzy o zobaczy ciężko pracujące odbijacze :-))) W Mikołajkach przeczekaliśmy burzę. Ale po burzy można płynąć. Zaraz przygotujemy jachty do odejścia. Ciepła krew poleje się strugami... Czyli Śluza Guzianka i Martyna pracująca cumą dziobową. Na szczęście bladym świtem, czyli około 9 rano mało kto się śluzuje. Strzyboga i Żyszkoś w śluzie.

Strzyboga w śluzie. Na dziobie Kuba ma cumę, gotową do podania, a odbijaczami pracują Łukasz i Antek. Czasami zdarza się tak, że ktoś ma za dużo pary i trzeba ja z tego kogoś spuścić. Operacja Gdzie kucharek sześć... Łukasz i Martyna pracują nad obiadem. Jezioro Szymoneckie i wyprzedzamy obóz Andrzeja. (a tak swoją drogą, to to zdjęcie powinno być dużo wcześniej) Jesteśmy już w porcie Pod Dębem. Manewrówka przed egzaminem. Liza na dziobie pracuje cumą dziobową.

Martyna z Łukaszem w mesie W Dal. Na początku sierpnia było okropnie gorąco... Ta sama dwójka, ale za to widziana przez forluk. Egzamin, jak zwykle dla dwóch obozów zaczyna się od węzełków. Egzaminatorzy: Mariusz (klęczy) i Wojtek (stoi). Kolejna para egzaminatorów: Admirał Kęs i Żaba. 2004_adam_150

Egzamin już niedługo... Łukasz, Łukasz, Paweł (który był na drugim obozie, ale w połowie tego obozu musiał wyjechać; przyjechał na końcówkę trzeciego) i Jasiek. Asia. Sternik Marcin w pracy ;-))) Ruda z Gusią. Martyna i Łukasz.

Część pisemna egzaminu trwa. Na trzecim obozie zrobiliśmy chrzest dla nowych żeglarzy. Neptun z Prozerpina przybywają... Neofitów trzeba umyć... ... dokładnie. Nawet bardzo dokładnie. A na koniec obozu - dyplomy. Antek odbiera swój dyplom.

Kranczer też. Kuba i uścisk dłoni instruktora :-) A w czasie naszego rozdawania dyplomów dzieci z obozu obok wyrzuciły cos ważnego i potrzebnego :-)))

Koniec trzeciego obozu. Stoją, od lewej: Paweł, Max (w czarnej koszulce) zasłania pół drugiego Pawła, Kuba zasłania sobie oczy od słońca, nad nim Martyna, obok Łukasz i Asia, a pod nimi Liza i Maciek, Krzysiek (w czapce), Marcin, Daniel (wysoki, a długimi włosami), poniżej Magda (czyli Ruda), obok Łukasz, nad nim Michał (czyli Kranczer), dalej: Jasiek (w czerwonej chustce na głowie), Krzysiek (w zielonej koszulce), Łukasz, Agata (czyli Gusia) i Michał. Na pomoście siedzą: Adam, Mariusz, Marcin, Ola i Antek. Załoga Żyszkoli: Łukasz, Kuba, Ola (sternik), Łukasz i Jasiek.